sobota, 15 października 2016

Od Steela CD Sai

Poprzednie opowiadanie
Sensei Ryuko zdecydowanie nie była odzwierciedleniem Kakashiego, z historii które słyszałem. Ani się nie spóźnia, ani żadnej zapowiedzi przed atakiem, tylko shuriken zza pleców. Kiedy się odwróciłem żeby zobaczyć skąd nadleciał ten atak, doznałem mocnego szoku. Sensei się ledwo słaniała na nogach, w dodatku balansując na bramie świątynnej stojącej przy wejściu na PD7, kompletnie pijana. Nie miałem zbytnio czasu na reakcję, kiedy ja i Niano dostaliśmy potężnymi Lariatami w karki, które nas odrzuciły prosto na pobliskie drzewa. Jeżeli to miał być specjalny trening, to mieliśmy duży kłopot.
- Sai, Niano, kłopoty! - krzyknąłem do towarzyszy. -To Styl Pijanej Pięści, standardowe metody walki nie zadziałają! Ja wiem jak z tym sobie radzić, ale sam z Jouninem nie mam szans wygrać, macie jakieś informacje na ten temat? - zapytałem zestresowany. Niano popatrzył zdziwionym wzrokiem, Sai zignorowała pytanie, mieliśmy ostro przerąbane. Podczas walki Pijaną Pięścią użytkownik nie kontroluje swojej siły, przez co staliśmy teraz w obliczu śmierci.
-Brama Wejścia! Otwórz!!!!! - krzyknąłem otwierając pierwszą z 8 Wewnętrznych Bram, obecnie jedyną na jaką byłem w stanie się odważyć. - Tryb Stali: Technika Stalowego Ciała! Tryb Stali: Stalowe Klony! - aktywowałem 2 dodatkowe jutsu. Sensei Ryuko nie zdawała się tym zbytnio przejmować, ledwo się obejrzałem, a moje klony zostały spłukane jej Ziemnym Smokiem, a ja oberwałem kolejnym Lariatem. Wiedziałem jak walczyć z Pijaną Pięścią jako stylem Taijutsu, ale nie NinTaijutsu, to pierwszy taki przypadek w moim życiu. Sai złapała mnie w locie i wylądowała lekko oddalona od Sensei, a za mnie od razu wskoczył Niano, wokół którego dłoni mogłem zobaczyć potężne wyładowania elektryczne. Usiłował on trafić Ryuko i ją sparaliżować, ale przy jej poziomie umiejętności to wydawało się raczej niemożliwe. W międzyczasie Sai zagoiła moje rany i uszczerbki w Stalowym Ciele, dzięki czemu mogłem wskoczyć z powrotem do walki. Ten typ treningu pozwala na dużo szybsze poznanie swoich wzajemnych umiejętności, to muszę przyznać dla Ryuko Sensei, ale nadal igraliśmy w tej sytuacji ze śmiercią. Niano wyprowadzał potężne ciosy w powietrze, które zdawały się produkować falę uderzeniową, ale nawet niewidzialne ciosy były łatwe do uniknięcia dla naszej nauczycielki. Pomimo beznadziejnego położenia, udawało się nam utrzymać pozycję korzystną dla nas dzięki odpowiedniej sekwencji ataków i podziałowi ról. Ja i Niano stanowiliśmy szklane działa, które atakowały na przemian, kiedy Sai nas leczyła w momencie otrzymania obrażeń.
-Sai! Znasz jakieś ninjutsu poza lustrami i leczeniem, które mogłyby się nam tu teraz przydać? - krzyknął Niano w jej stronę. Sai milczała, i stworzyła 2 wodne klony, które przedostały się na tyły Ryuko, w nadzieji na znalezienie okazji do unieszkodliwienia jej. Nadal wyprowadzaliśmy ciosy z Niano, jednak nie posiadałem żadnych specjalnie użytecznych technik do pracy zespołowej, przez co musiałem polegać na swoim Taijutsu. Wyciągnąłem spod swojego płaszcza kilka tanto, zostawiając Niano na moment samego, i w pośpiechu przymocowałem do nich stalowy drut, z nadzieją na wykonanie Podstawowego Lotosu. Niano zdawał się widzieć mój plan, przesunął się lekko i zrobił mi miejsce, po czym przeszedłem do czynów. Zarzuciłem 5 Tanto przed siebie, manipulując ich ruch chakrą przepuszczoną przez drut. Sekundkę po pierwszym rzucie poszła druga seria, z przeciwnej strony, którą musiałem równie dobrze wycelować żeby wszystko się udało. Wszystko szło zgodnie z planem, miałem już połowę jutsu wykonanego, kiedy ze ścisku drutów, Sensei użyła substytucji z błotem, a ja leciałem głową w stronę ziemi, bez żadnej amortyzacji. Ziemia się zbliżała nieubłaganie, kiedy jeden z klonów Sai mnie złapał, ratując przed szybką wizytą w szpitalu. Kiedy przez moment dochodziłem do siebie, usłyszałem zza pleców: -Raihogo! - Niano aktywował kolejne jutsu, tym razem na zupełnie innej skali. Jego całe ciało było w pełni naelektryzowane, iskry błyskały dookoła niego w każdym kierunku. Zwrócił też tym na siebie uwagę Sensei, po czym równie szybko użył kolejnego jutsu: -Arashi! Naładowanie! - po czym całe niebo pochmurniało, zaczęły trzaskać pioruny, z czego jeden trafił bezpośrednio w Niano. Z jego oczu widać było gniew, i lekko przyćmiony zdrowy rozsądek, za którym poszła seria ataków. Nie byłem w stanie nadążyć za całym wydarzeniem, widziałem tylko błyski światła którymi byli Ryuko i Niano. Po ok. minucie walki Niano został odrzucony w drzewo, łamiąc je w pół od uderzenia. U mnie zabrakło chakry na utrzymanie Wewnętrznej Bramy, Niano również stracił swoje naładowanie, a Ryuko nadal jak się chwiała po pijanemu, tak i bez żadnych obrażeń nadal wszystko szło gładko. Chwilę później odwróciła się w stronę Sai, którą do tej pory ignorowała, i zaczęła wykonywać pieczęcie ręczne z zawrotną prędkością. Z chmur burzowych przywołanych przez Niano, zaczęła powoli schodzić ogromna czarna błyskawica o nieokreślonym kształcie. W pewnym momencie zatrzymała się, i powoli zaczęła się formować w kształt przypominający smoka.
-Styl Burzy: Jutsu Czarnego Smoka - można było usłyszeć lekko podpity głos Sensei, po czym z zawrotną prędkością błyskawica poleciała w stronę Sai. Udało jej się jednak w porę zasłonić swoim lodowym lustrem, co na chwilę zatrzymało uderzenie. Kiedy już chciała odskoczyć ze strefy zagrożenia, poczuła na szyji zimny ucisk który odrzucił ją w prosto w płot, oberwała Lariatem. Osobiście ledwo byłem w stanie się ruszać po takim ciosie, mając Stalowe Ciało, a Sai była jedynie drobną dziewczyną. Nieważne jak bardzo chciałem jej pomóc, ledwo się ruszałem, a już było po ciosie, jej drobne ciało odkleiło się od płotu i z głuchym uderzeniem spadło na ziemię. Ryuko nadal nie wydawała się być usatysfakcjonowana. Zbliżała się powolnymi, pijanymi krokami w stronę Sai, która pomimo kompletnego bezruchu, zaczęła emitować mroczną aurę. Widać było jej chakrę dookoła jej ciała, jednak zamiast zwyczajnego koloru niebieskiego, była krwistoczerwona. Ciało Sai zaczęło się pokrywać czerwonymi bąblami, które po kilku sekundach objęły jej całe ciało. Stała teraz w mocnym pochyle, pomiędzy pozycją na 4 kończynach, a staniem tylko na 2 nogach. Patrząc po jej twarzy, nie była to zdecydowanie ta Sai którą znałem jeszcze kilka minut temu. Rzuciła się z potężną siłą w Ryuko, a całe powietrze zaczęło być mieszanką gorąca i zimna. Wszędzie zaczęły pojawiać się Lodowe Lustra, tworząc swoistą kopułę dookoła Sai i Sensei. To co się tam działo było ponad moje zrozumienie, traciłem siły, jednak nadal miałem wystarczająco by nie zemdleć. Niano już leżał jak trup, ledwo oddychając, a mnie czekało niebawem to samo. Moje oczy przyzwyczaiły się już do tempa walki, i po raz pierwszy widziałem jak Ryuko traci przewagę. Wydawało mi się że słyszę ochrypły, wściekły głos mówiący: -"Nic do ciebie nie mam, ale nie przerywaj mojego snu dla takich błahostek!" - Nie będąc pewien co to było postanowiłem się przemóc, i starałem się wstać. Sensei zdawała się już wytrzeźwieć, i teraz to ona ledwo żyła, musiałem coś zrobić żeby przerwać tą walkę. Po niecałej minucie udało mi się ledwo ustać na nogach. Rzuciłem 5 swoich tanto które leżały niedaleko mnie w stronę kopuły, tak że stworzyły one kształt pięciokąta. -Bariera Pentagramu! -wykrzyknąłem resztką sił, aktywując barierę dookoła niemalże całego terenu walki. Ryuko Sensei leżała cała poraniona tuż poza granicą bariery, a Sai została w środku. Powoli zmniejszałem rozmiar klatki, do momentu w którym nie było już miejsca do poruszania się dla niej. Po chwili cała czerwona chakra wsiąknęła do jej ciała, po czym wyłączyłem barierę. Sai upadła mi w ramiona, po czym delikatnie ją ułożyłem na ziemi. Na szczęście miałem przy sobie Eliksir Medyczny Klanu Lee, dzięki któremu byłem w stanie odzyskać część sił po użyciu Wewnętrznej Bramy. Wystarczająco dużo by móc przynajmniej przywołać 2 klony, które pomogły mi zabrać wszystkich do szpitala Konohy. -"Rodzice mnie zabiją za zużycie eliksiru"-pomyślałem w duchu. Był on przeznaczony tylko na naprawdę ważne momenty, a trening do takich nie należał, o ile tą całą sytuację można było nazwać treningiem, co już jest inną kwestią. Po dotarciu na miejsce, zemdlałem tuż przed recepcją, jednak spokojny o to, że dostarczyłem wszystkich bezpiecznie na miejsce. Była wtedy 10 w nocy, cały trening trwał 15 godzin.

Następnego dnia zostałem obudzony przez promienie słońca, i ledwo zdążyłem otworzyć oczy, usłyszałem znajomy głos.
<Sai?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O mnie